23.07.2014

Czterdziesty siódmy rozdział

Kolejny weekend tym razem miałyśmy wolny z Alice. Siedziałam akurat w swoim pokoju razem z Eleanor. Rozmawiałyśmy na różne tematy.
- W ogóle nie uwierzysz. Liam zrobił sobie tatuaż. - powiedziałam patrząc na nią. Jeszcze nikomu o tym nie powiedziałam.
- Serio? - zapytała, a ja pokiwałam głową na znak zgody.
- Tak. Byłam zła na niego, ale jak mi powiedział, że zrobił to dla mnie i pokazał co ma wytatuowane to uspokoiłam się. - powiedziałam delikatnie się uśmiechając.
- A co sobie wytatuował? - zapytała.
- Na lewej ręce ma napis "Należę do Van. Z Tobą na zawsze, księżniczko. Kocham Cię" - powiedziałam uśmiechając się.
- Jak słodko. - odpowiedziała uśmiechnięta.
- Tak, jest bardzo kochany. - powiedziałam.
- Wiesz, nie tylko on sobie zrobił tatuaż podczas tej trasy. - odpowiedziała.
- Wiem. Zayn i Harry też mają, ale oni mają już ich troche. - odpowiedziałam. El się zawachała.
- El? Co jest? - zapytałam patrząc na nią uważnie. Chciała coś powiedzieć, ale chyba się bała. Bała się mnie? Czy mojej reakcji?
- Van... Louis... on też sobie zrobił tatuaż i to nie jeden. - powiedziała spokojnie.
- Słucham?! - podniosłam głos.
- Spokojnie. Zrobił sobie tatuaże. - odpowiedziała, a we mnie się gotowało. Wstałam i zaczęłam chodzi po pokoju.
- Ile? - zapytałam spokojnie.
- 4. - odparła.
- Co takiego? Czemu mi nie powiedział? - zapytałam patrząc na przyjaciółkę.
- Nie chciał Cię denerwować. - odpowiedziałam. Musiałam to z nim wyjaśnić. Byliśmy rodzeństwem, nigdy nie mieliśmy przed sobą tajemnic. Wyszłam z pokoju kierując się do pokoju mojego brata. Weszłam do środka bez pukania. Zastałam w nim mojego brata razem z resztą chłopaków. Spojrzeli wszyscy na mnie. Widząc moją minę ulotnili się z pokoju pozostawiając mnie samą z Lou. Zapanowała cisza.
- Czemu? Czemu mi nie powiedziałeś? - powiedziałam spokojnie krzyżując ręce na wysokości piersi.
- Ale o czym? - zapytał.
- Nie udawaj, że nie wiesz. El mi powiedziała. Jak mogłeś sobie zrobić tatuaż i to nie jeden? Zrobiłeś i mi nie powiedziałeś. Dlaczego? - zapytałam zawiedziona. Zawsze mi mówił jak coś zrobił. Wszystko sobie mówiliśmy nawzajem. A teraz? Podeszłam żeby usiąść na łóżku obok niego.
- Wiedziałem jak na to zareagujesz. Po za tym Liam opowiedział nam jak zareagowałaś na jego. - odparł delikatnie się uśmiechając.
- Świetnie. Śmieszy cię to? - zapytałam.
- Nie, ale jesteś taka kochana. Martwisz się o nas, ale jesteśmy dorośli. - powiedział.
- Dorośli, ale i głupi. Zachowujecie się nie raz jak dzieci. - powiedziałam. Wziął mnie przytulił.
- Nie raz się robi głupoty. Najwyżej będziemy tego żałować. Trudno się mówi. Nie musisz się nami przejmować. - powiedział, a ja się w niego wtuliłam. Lubiłam z nim rozmawiać. Był świetnym bratem. Czułam w nim wielkie wsparcie i nie mogłam dłużej się denerwować. No niby ma racje, ale po co niszczyć sobie ciało z powodu tego co podoba nam się przez chwile. Chciałam kiedyś tatuaż, ale teraz myślę, że to było głupie. Niestety było to już po i nic z tym nie mogłam zrobić.
Minęły kolejne dni, a nawet tygodnie. Do Świąt został jakiś tydzień. Wszyscy wracali do swoich rodzin. Wszyscy oprócz mnie i Lou. Nie mieliśmy nikogo. To miały być nasze pierwsze Święta we dwójkę. Cała nasza najbliższa rodzina nie żyła, a inni byli daleko. Miley chciała nas zabrać ze sobą, ale czulibyśmy się źle. Nie chcieliśmy się narzucać. Z nią pożegnaliśmy się. Miała przylecieć w nowym roku. Reszta jedzie do swoich domów za dwa dni. Liam jedzie do swojej rodziny, Eleanor do swojej, Zayn wraz z Perrie spędzą najpierw Święta u jej rodziców, a później drugi dzień Świąt z jego rodzinom. W przypadku Alice i Niall'a również. W Wigilie są u rodziców Alice tutaj w Londynie, a później lecą następnego dnia z rana do Irlandii. Harry jedzie do siebie. No, a my we dwójkę zostajemy w naszym dużym domu.
Siedziałam akurat i robiłam porządki w szafie z bluzkami. Nagle do pokoju wszedł Liam. Podszedł do mnie radosny, podniósł do góry i okręcił wokół własnej osi.
- Hej, co jest? - zaśmiałam się widząc jego radość w oczach. Postawił mnie na ziemi obejmując w talii. Objęłam go za szyje. Patrzeliśmy sobie w oczy. Liam oparł swoje czoło o moje. Uwielbiałam gdy tak robił. Staliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy. - Powiesz mi o co chodzi? - zapytałam. Uśmiechnął się.
- Wszystko załatwione, spędzimy razem święta. - odparł delikatnie się odsuwając, ale nadal mnie obejmował.
- Co? Ale jak? - zapytałam zdziwiona.
- Normalnie. Jedziesz ze mną do mojej rodziny na święta. Moja mama już się nie może doczekać kiedy Cię zobaczy. Strasznie się stęskniła za tobą i w sumie się jej nie dziwie. - odparł patrząc mi cały czas w oczy.
- Ale ja nie mogę zostawić Lou samego. - odpowiedziałam smutna.
- Spokojnie, nie będzie sam. Rozmawiałem najpierw z Eleonor. Nie chcieliśmy abyście siedzieli sami dlatego wpadliśmy na pomysł, że zabierzemy was ze sobą. Ty jedziesz ze mną, a Lou z Eleanor. Wszystko jest załatwione. - powiedział. Humor od razu mi się poprawił. To nic, że nie spędzę świąt z Lou, ale przynajmniej nie będziemy siedzieć sami we dwójkę. Po za tym są telefony, skype. Można zawsze porozmawiać. Na twarzy Liam cały czas malował się radosny uśmiech. Odwzajemniłam go mocno się do niego przytulając.
- Dziękuje. - wyszeptałam podczas uścisku.
- Wszystko dla ciebie, księżniczko. Kocham Cię. - powiedział i ucałował mnie w czoło.
- Ja Ciebie też. - odparłam odsuwając się delikatnie by spojrzeć mu w oczy. Ta radość w jego oczach. Było widać jak w środku z skacze z radości. Zbliżyłam swoją twarz do jego i musnęłam delikatnie jego usta moim co oczywiście odwzajemnił pogłębiając pocałunek. Uśmiechnęłam się podczas pocałunku i on też bo poczułam. Następnie ponownie wtuliłam się w jego ramiona. Wyszliśmy z pokoju schodząc na dół gdzie był tylko mój brat i El bo reszta szykowała się pomału do powrotu do domu. Weszłam ze swoim chłopakiem do pomieszczenia i ujrzałam zdezorientowaną minę Lou. Zaśmiałam się cicho z Li, a po chwili dołączyła do nas El.
- Wiecie, Louis nie może nic pojąć. - odparła siadając w fotelu.
- To nie jest śmieszne. Nie zostawię Van samej. - odparł.
- Lou... teraz.... posłuchaj.... mnie.... uważnie. - zaakcentowałam po kolei każde słowo. Spojrzał na mnie z miną 'nie jestem głupi, mów szybciej' na co się zaśmiałam. - Ja na święta jadę do rodziny Liam'a, a ty jedziesz razem z El do niej. Wszystko nasze drugie połówki już załatwiły. Rozumiesz? - powiedziałam przyglądając się mu uważnie.
- Tak.
 
- No nareszcie. Dzięki Van. - odezwała się El na co uśmiechnęłam się do niej. Odwzajemniła gest i podeszła do Lou wtulając się w niego. Chłopak mocno ją przytulił do siebie i ucałował w czoło dziękując. Uśmiechnęła się. Spojrzałam na Li i razem się uśmiechnęliśmy widząc ten widok. Mój brat razem z El byli idealną parą, na prawdę. Zawsze uważałam, że są dla siebie stworzeni. Nigdy się nie kłócili, a gdy coś było to mała sprzeczka. W dodatku po kilku minutach już byli pogodzeni. Miłość i związek idealny. Nie to co ja i Liam. Mieliśmy wiele prób, ale przetrwaliśmy. Myślę, że przez to nasz związek jest silniejszy, a przede wszystkim możemy być pewni uczuć tej drugiej połówki skoro po tylu złych wydarzeniach nadal jesteśmy razem.
 
---------------------------------------------------------------------------------
Nie udał mi się ten rozdział. Zdecydowanie to nie jest to. Przepraszam was. postaram się to odrobić w następnym rozdziale. Mam nadzieję, że będzie bardziej ciekawy.
 
Dziękuje za komentarze :) Reguła się przydaje i nadal będziemy się jej trzymać.
 
Czytasz = Komentuj ;)
 
Zobaczymy ile teraz wam się uda zebrać komentarzy do niedzieli. Macie na to kilka dni. Dzisiaj nie pisze minimalnej liczby komentarzy jaka ma być. Zaskoczcie mnie ;) Czekam cierpliwie do niedzieli i wtedy pojawi się nowy rozdział pod wieczór, a najpóźniej w poniedziałek rano.
 
W następnym rozdziale: Rozjazd wszystkich na święta. Przyjazd Van z Li do jego rodziców. Jak zostanie przywitana? Odpoczynek pary w pokoju chłopaka i rozmowa. Na jaki temat? Lekkie zaskoczenie Van na pytanie ukochanego. Spacer po rodzinnym mieście Liam'a i spotkanie jego znajomego. Wszystko w następnym rozdziale. Pozdrawiam, Klaudia ;) 

18.07.2014

Czterdziesty szósty rozdział

- Miley? - usłyszałam zachrypnięty głos. Odwróciłam głowę, ale musiałam ją unieść do góry.
- Harry? - zapytałam lekko zdziwiona. To był Harry, ale czy to był ten z, którym pisałam? Przecież to Harry Styles.
- Tak. - zaśmiał się. - Oficjalnie, Harry. - powiedział wyciągając rękę kiedy wstałam.
- Miley. - podałam mu rękę, a on ją ucałował jak prawdziwy dżentelmen. Podał mi różę.
- To dla ciebie. - powiedział i pomógł mi ponownie usiąść przy stole. Następnie zajął miejsce obok mnie. Od razu zjawił się kelner. Zamówiliśmy po kawie i kawałku ciasta. Kiedy mężczyzna odszedł spojrzałam na loczka.
- Ale... jak to możliwe? - zapytałam. Nadal nie mogłam uwierzyć. Po co Harry Styles bożyszcza nastolatek na całym świecie poszukuje znajomości w internecie? To pytanie najbardziej mnie nurtowało. - Nie jesteś w ogóle zdziwiony, że to ja? - dodałam.
- Wiesz, nie. Kiedy Cię poznałem dwa dni temu wiele rzeczy się zgadzało z tym co pisaliśmy i po cichu miałem nadzieję, że to ty. - odpowiedział uważnie mi się przyglądając.
- To w takim razie ja jestem głupia skoro nie połączyłam jakichkolwiek faktów. - spuściłam wzrok. Poczułam jak chwyta za mój podbródek i podnosi za niego głowę abym znowu na niego spojrzała.
- Nie mów tak, wcale nie jesteś głupia. Jesteś bardzo mądrą, zdolną i śliczną dziewczyną. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu mogliśmy się spotkać. - powiedział, a ja poczułam jak na moje policzki wkradają się rumieńce. Uśmiechnął się co odwzajemniłam. Kelner przyniósł nam nasze zamówienie i odszedł. Upiłam łyka kawy i spojrzałam na chłopaka, który siedział na przeciwko mnie.
- Dlaczego akurat znajomość przez Internet? Przecież jesteś sławny? Możesz spotykać się z kimkolwiek zechcesz. - powiedziałam. Musiałam zadać to pytanie.
- Właśnie, jestem sławny co wiąże się z tym, że nie mam nigdy pewności kto przyjaźni się ze mną na prawdę, a kto udaje z powodu mojej sławy, pieniędzy i znajomości. - powiedział i upił łyk kawy.
- W takim razie nie dziwię Ci się. - powiedziałam delikatnie się uśmiechając. Rozmawialiśmy tak bardzo długo, ale tematy do rozmów nam się nie kończyły. Harry jest na prawdę fajnym chłopakiem. W ogóle nie odczuwa się podczas rozmowy, że jest kimś sławnym. Gdyby ktoś mi powiedział o tym jak tylko pisałam z nim sms-y to bym nie uwierzyła. Zawsze myślałam, że sławni ludzi są próżni. No może oprócz Lou bo go dobrze znam, ale wiecie. Często patrzymy na coś lub na kogoś przez stereotypy co wcale nie musi odnosić się do danej rzeczy czy osoby.
 
 
Vanessa

Leżałam na łóżku, na brzuchu, przeglądając gazetę kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Odpowiedziałam tylko 'proszę' nawet nie odwracając wzroku od magazynu. Po chwili poczułam pocałunek na szyi. Po moim ciele przeszedł miły dreszcz.
- Uwielbiam kiedy tak na mnie reagujesz. - wyszeptał mi Liam do ucha. Uśmiechnęłam się siadając na łóżku obok niego. Spojrzałam mu w oczy.
- Na prawdę? - zapytałam siadając mu na kolanach i obejmując za szyję.
- Mhm. - zamruczał mi do ucha. Znowu ten dreszcz przyjemności.
- Przestań. - wyszeptałam starając się unormować oddech, który lekko przyspieszył. Spojrzał mi w oczy. Zbliżył swoją twarz do mojej i pocałował. Zaczęliśmy się całować. Usiadłam na nim okrakiem żeby było mi wygodniej, a ręce wplotłam w jego włosy. On natomiast obejmował mnie w pasie. Nie przerywaliśmy pocałunków, które z czasem stawały się coraz bardziej namiętne. W pewnym momencie Liam zszedł pocałunkami na moją szyję. Od razu odchyliłam aby było mu wygodniej. Powrócił do moich ust. Jego ręce powędrowały pod moją bluzkę, której od razu się pozbył. Nie pozostałam mu dłużna. Jego bluzka wylądowała na ziemi. Całowaliśmy się dalej.
- Kocham Cię. - wyszeptał między pocałunkami.
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam. Na chwilę przestaliśmy się całować. Patrzeliśmy sobie w oczy. Po chwili jednak mój wzrok zjechał na jego lewą rękę. Wstałam. - Co to ma być? - zapytałam wskazując na rękę.
- Tatuaż. - zaśmiał się.
- No widzę. Nie jestem głupia. Możesz mi wytłumaczyć dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? Po co w ogóle sobie to robiłeś? - spytałam ubierając bluzkę z powrotem na siebie.
- Bo wiedziałem jak zareagujesz. - powiedział wstając i podchodząc do mnie.
- Dlaczego? - zapytałam. Spojrzał na mnie, potem na swoją rękę i ponownie na mnie.
- Podoba mi się. Po za tym Zayn i Harry też mają. - powiedział.
- Ale mnie nie obchodzą Zayn i Harry tylko ty. Czemu się kaleczysz? - zapytałam.
- Nie kaleczę. - odparł.
- Nie, a co to? Ozdabiasz sobie ciało jeśli tak to można nazwać przez okaleczanie. Zastanowiłeś się chociaż nad tym, że z czasem może Ci zbrzydnąć, a nie da rady się tego pozbyć? - zapytałam. Nie chciałam, żeby mnie źle odebrał. Wiedziałam jednak, że z czasem mu to zbrzydnie, a usunąć tego się nie da. Już kilka razy zastanawiałam się nad zrobieniem sobie tatuażu, ale potem rezygnowałam stwierdzając, że to co podoba mi się w danym momencie może nie podobać się za kilka lat czy nawet miesięcy i co wtedy? Będę musiała z tym żyć do końca życia.
- Kochanie, to tylko jeden mały tatuaż. - powiedział i objął mnie w talii.
- Jeden mały, ale w widocznym miejscu. Teraz nie widać bo masz długi rękaw, a latem? - zapytałam.
- Nie musisz się martwić. Mi się podoba. Po za tym zrobiłem to dla Ciebie. - powiedział, a mnie zatkało słysząc jego ostatnie słowa. Dla mnie?
- Dla mnie? Ale jak to? - zapytałam patrząc na niego uważnie. Pokazał mi rękę. Przyjrzałam się temu co było tam napisane. "Należę do Van. Z Tobą na zawsze, księżniczko. Kocham Cię" Przeczytałam to kilka razy, a w moich oczach pojawiły się łzy. Spojrzałam w jego piękne brązowe oczy, a on się delikatnie do mnie uśmiechnął.
- Na zawsze. - wyszeptał i pocałował mnie delikatnie. Wtuliłam się w niego. Byłam zła, ale po tym wszystkim przestałam. Niby nic specjalnego. Zwykłe słowa, a mogą tyle radości sprawić. - Kocham Cię. - dodał.
- Ja Ciebie też Liam. - odpowiedziałam nadal będąc w jego objęciach.
- Nie jesteś zła? - zapytał.
- Byłam, no może troszkę jestem. Ale ten napis... Obiecaj, że to jest jedyny tatuaż i więcej sobie nie zrobisz. - powiedziałam patrząc na niego.
- Obiecuje. Dla Ciebie wszystko księżniczko. - powiedział i znów się przytuliliśmy. Następnie zeszliśmy na dół do reszty, która siedziała w salonie. Byli chłopcy oraz Alice, Perrie i Eleanor. Brakowało Miley z wiadomych przyczyn i... Harry'ego. Ale go czemu? Usiadłam Li na kolanach gdyż usiadł w fotelu.
- Chłopcy, wiecie gdzie poszedł Hazza? - zapytałam ciekawa. Spojrzeli po sobie.
- Podobno z kimś się umówił, ale nic więcej nam nie wiadomo. - odparł Niall. Spojrzałam na Alice.
- Myślisz o tym samym, prawda? - zapytała, a ja się uśmiechnęłam. Przecież to by się zgadzało. W końcu Miley wspomniała, że ten chłopak, z którym pisze ma na imię Harry, mieszka w Londynie i właśnie wrócił z zespołem do Londynu. Zgadzało by się.
- Tak, ale poczekajmy. Zobaczymy czy mamy rację. - powiedziałam uśmiechnięta. Zaczęliśmy rozmawiać na temat Świąt. Co prawda był dopiero początek listopada co wiązało się z tym, że mamy jeszcze półtora miesiąca, ale już wstępnie chłopcy chcieli dowiedzieć się kto ma jakie plany. Naszą rozmowę przerwał śmiech z korytarza. Usłyszeliśmy głos Miley i Hazzy. Czyli chyba mieliśmy rację. Po chwili pojawili się uśmiechnięci w salonie.
Minęły kolejne dni, a nasza domniemana 'para' trzyma sie na dystans. Nawet nie wspomnieli nam, że byli na wspólnym spotkaniu. Mnie nie oszukają. Wiedziałam, że Harry to ten chłopak, z którym Miley pisze od dłuższego czasu. Jednak nie chciałam naciskać ani na moją kuzynkę ani na Hazzę. Prędzej czy później i tak przewidywałam, że się dowiemy. Chłopcy mieli trochę więcej wolnego czasu chociaz pracowali nad kolejną płytą. El chodziła na uczelnie tak samo jak ja z Alice w weekend. Perrie pracowała z dziewczynami w sprawach zespołu. Jedynie Miley ma na razie wolne. Starała się poszukać jakiejś pracy, ale nie dała rady. Namówiliśmy ją aby na razie sobie odpuściła.
 
----------------------------------------------------------------------------
Jak wam się podoba nowy rozdział? Czekam na wasze opinie ;)
 
Pozostajemy przy naszej regule:
 
Czytasz = Komentuj ;)
 
Pozostaje także określony limit czyli minimalna liczba komentarzy po, której ukaże się nowy rozdział:
 
10 komentarzy = Nowy rozdział ;)
 
 
Zapytanie!!! Czy ktoś z was chce być informowany o pojawieniu się nowego rozdziału czy postu na blogu nie wiem na maila czy przez twittera? Lub jakąś inną opcję? Jeśli tak to piszcie w komentarzach zaznaczając. Nie ukrywam, że najwygodniej byłoby mi informować was na twitterze, ale jeśli go nie macie to można wymyśleć coś innego dlatego piszcie śmiało ;)
 
W następnym rozdziale: Rozmowa Van z El, a później Van z Lou. Czego dowie się Van od przyjaciółki co będzie powodem jej rozmowy z bratem? Święta Bożonarodzeniowe zbliżają się, a Van i Lou mają je spędzić we dwójkę. Inni jadą do swoich rodzin, ale czy na pewno tak to się skończy? A może ich plany na Święta ulegną zmianie? To wszystko zostanie wyjaśnione w kolejnym rozdziale. Pozdrawiam, Klaudia <33

16.07.2014

Czterdziesty piąty rozdział


Minęły kolejne dwa dni. Chłopcy przez ten czas musieli załatwić kilka spraw więc nie było ich praktycznie cały dzień w domu. Ja ponieważ z Alice mamy zaoczne liceum siedziałam w domu i się nudziłam. El była na uczelni, a Perrie pracowała z Little Mix nad płytą. No może nie byłam sama bo była Miley, ale oby dwie się nudziłyśmy. Siedziałyśmy w moim pokoju kiedy zauważyłam, że Miley uśmiecha się do swojego telefonu.
- Zdradzisz mi z kim piszesz? - spytałam wprost ciekawa. Spojrzała na mnie nie pewnie. - Spokojnie, przecież nikomu nie powiem. Możesz mi ufać. - powiedziałam. Usiadła na łóżko, na którym obiecnie siedziałam. Poprawiłam się na nim, a ona usiadła po turecku i spojrzała na mnie.
- Wiem. Poznałam pewnego chłopaka. - zaczęła. - Znamy się już jakieś pół roku. W sumie to prawie sie znamy.
- Jak to prawie? - zapytałam ciekawa.
- Bo.. bo on... Ja poznałam go przez internet. - powiedziała i niepewnie na mnie spojrzała. Uśmiechnęłam się do niej zachęcająco aby dalej mówiła. Myślała, że jak zareaguje na tą wiadomość? Przecież nie mam nic do tego, że poznała kogoś przez internet. Jest dorosła i wie co robi. - Nawet go nie widziałam. Wymieniliśmy się jedynie numerami telefonu i od tamtej pory piszemy sms-y. Nie słyszałam też jego głosu.
- A wiesz chociaż jak ma na imię i skąd jest? - zapytałam.
- Tak. Ma na imię Harry i jest stąd. Mieszka w Londynie. - powiedziała uśmiechnięta.
- Aha, czyli rozumiem dlatego postanowiłaś aż rok szybciej przylecieć do Londynu? - zapytałam uśmiechnięta.
- No, troche z jego powodu też. - odpowiedziała nieśmiało. - Przez ten cały czas piszemy ze sobą. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawia i chciałabym sie z nim spotkać.
- To na co czekasz? Jesteście oby dwoje w Londynie to dalej. Umów się z nim na spotkanie. - ponagliłam ją.
- Nie chcę aby myślał, że się narzucam. Po za tym skoro on nie wyszedł z taką propozycją to wolę jeszcze poczekać.
- Na co? Na cud? Miley, przestań. Zaproponuj mu wspólny spacer lub obiad. - powiedziałam radosna, że moja kuzynka kogoś poznała.
- Poczekaj, napisał. - odpowiedziała.
- Co napisał? - zapytałam.
- Napisałam mu, że jestem w Londynie. Na co on odpisał, ze właśnie jakieś dwa dni temu wrócił ze swoim zespołem do Londynu i ma trochę wolnego i chce się spotkać. - dokończyła niedowierzając.
- Widzisz? Zgódź się. - powiedziałam uśmiechnięta. Odwzajemniła mój gest i mu odpisała. Czekałyśmy aż odpisze. Po chwili otrzymała sms-a z dokładną datą spotkania oraz godziną i miejscem. Uściskałam ją i zaoferowałam swoją pomoc w przygotowaniach.
 
 
 

Miley


Następnego dnia miałam spotkać się z Harrym. Byłam ciekawa jak wygląda, jak się zachowuje, a przede wszystkim czy ja mu się spodobam. Nie chciałam robić sobie nadziei, ale bałam się odrzucenia. Z rana pojechałam z Vanessą i Alice na zakupy. Spotkanie miało odbyć się o 16:30 w kawiarni obok London Eye. Naszym znakiem rozpoznawczym miała być czerwona róża.
 
Wstałam około 8:00 i przygotowałam sie do dnia. Następnie zeszłam na dół gdzie spotkałam moją kuzynkę. Przywitałam się z nią całusem w policzek, a potem przygotowałam sobie śniadanie, które po chwili konsumowałam. Po śniadaniu wzięłyśmy torebki, ubrałyśmy kurtki i wybyłyśmy z domu. Pod domem czekała już na nas Alice. Wsiadłyśmy do samochodu i ruszyłyśmy do galerii. Na miejscu od razu poszłyśmy do pierwszego sklepu z ciuchami. Zaczęły się poszukiwania czegoś konkretnego i pasującego do tej okazji. Niestety byłoby zbyt łatwo gdybyśmy znalazły coś w pierwszym sklepie. Trzeba było iśc do następnego, ale też nic. Moje modły zostały wysłuchane dopiero gdy weszłyśmy do trzeciego sklepu. Moim oczom rzuciła się przepiękna biała spódniczka przed kolano rozkloszowana oraz czarna bluzka z długim rękawem. Podeszłyśmy z dziewczynami. Wzięłąm odpowiedni rozmiar i poszłam przymierzyć. Kiedy wyszłam do dziewczyny uśmiech pojawił się na ich twarzach.
- Wyglądasz wspaniale. Musisz to kupić. szpilki, czerwona róża we włosy, makijaż i jesteś ubrana. - powiedziała Alice. Uśmiechnęłam się i wróciłam do przymierzalni przebierając się w swoje ciuchy. Podeszłam do kasy żeby zapłacić za zakupy. Potem postanowiłyśmy iśc kupić buty. Ten dodatek wybrały mi dziewczyny i musze powiedzieć, że mają niesamowity gust. Troche to czasu zajęło. Następnie poszłyśmy coś zjeść do restauracji. Po zjedzonym posiłku postanowiłyśmy wrócić do domu. Weszłyśmy do mojego pokoju i trzeba było zacząć się szykować. Dziewczyny czekały w pokoju, a ja wzięłam prysznic myjąc także włosy. Następnie wysuszyłam włosy i poszłam do pokoju po ciuchy. Wróciłam do łazienki. Ubrałam się i przeszłam ubrana do pokoju. Teraz musiałam zaufać dziewczyną, a konkretnie Alice. Usiadłam na krześle, a dziewczyna zabrała się za moje włosy. Troszke mi je natapirowała, a potem splotła luźnego warkocza na lewy bok. Następnie umalowała mnie. Spryskałam sie ulubionymi perfumami, włóżyłam delikatne srebrne kolczyki w uszy. Potem Alice wpieła mi czerwoną różę, którą kupiłyśmy w warkocza po lewej stronie na wysokości oczu. Ubrałam szpilki i podeszłam do lustra.
- Wyglądasz niesamowicie. - powiedziała Van, a ja się uśmiechnęłam. Podobał mi się końcowy efekt. Wzięłam torebkę i schowałam do niej potrzebne rzeczy. Zeszłyśmy na dół bo już był czas żeby jechać. Alice zaoferowała, że mnie zawiezie. Byłam jej za to wdzięczna. Poczułam stres.
- A co jeśli nie przyjdzie? Albo nie spodobam mu się i gdy zobaczy mnie z daleka nawet nie podejdzie? Lub to jakiś psychol? - zaczęłam panikować.
- Miley, uspokój się. Wdech i wydech. Będzie dobrze. Znacie się od pół roku i myślę, że skoro mu ufasz... A ufasz?
- Tak.
- No właśnie. Nie masz się czego bać, będzie dobrze. Zobaczysz. A teraz już idźcie bo się spóźnisz. - powiedziała Van i mnie przytuliła. Ubrałam płaszcza i spojrzałam ostatni raz do lustra. Wyszłam razem z Alice z domu i podeszłyśmy do jej samochodu. Ruszyłyśmy z podjazdu, a podróż to jakaś katorga. Dłużyła mi się strasznie. Przez te nerwy pewnie. Dojechaliśmy. Wysiadłam nie pewnie i odwróciłam sie w stronę Alice. Pomachała mi z uśmiechem na twarzy i odjechała. Ruszyłam w stronę wejścia do kawiarni. Ściągnęłam płaszcz odwieszając go na wieszak. Podeszłam do wolnego stolika i zajęłam miejsce. Po chwili pojawił się kelner.
- Podać coś? - zapytał.
- Na razie dziekuje, czekam na kogoś. - powiedziałam i zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu. Być może już był, a go nie widziałam. Jednak po oględzinach stwierdziłam, że jestem pierwsza. Siedziałam kilka minut się denerwując. Nagle usłyszałam wibracje w telefonie. SMS.
 

Miley, przepraszam Cię skarbie. Troszkę się przedłużyła pewna sprawa, ale za chwilę będę. Mam nadzieję, ze nie jesteś zła?

 

Uśmiechnęłam sie gdy przeczytałam 'skarbie'. Miło tak usłyszeć od kogoś pomimo braku jakichś bliższych relacji. Odpisałam.

Nic sie nie stało, rozumiem. Nie jestem zła i czekam cierpliwie :)

 

Poczułam jak serce mocniej zaczyna mi bić. Już za chwilę miałam go poznać. Znowu miałam milion myśli na sekudnę. Nagle usłyszałam jak drzwi do kawiarni się otwierają. Postanowiłam się nie odwracać. Po chwili poczułam rękę na moim ramieniu.
 
----------------------------------------------------------------------
I jak wam się podoba kolejny rozdział? Czekam na wasze komentarze :)
 
Chcę podziękować za wasze zaangażowanie ponieważ nie przechodzicie obok mojej prośby i komentujecie.
 
Czytasz = Komentuj
 
Dzisiaj jeszcze troszkę liczba wzrośnie i pozostanie ona taka przez jakiś czas. To co piszę jest to oczywiście minimalna liczba. Nie ograniczajcie się. Wam zajmie to chwile, a dla mnie jest to na prawdę bardzo ważne ;)
 
10 komentarzy = Nowy rozdział :)
 
W następnym rozdziale: Kto to będzie? Jak sądzicie? Kim jest tajemniczy chłopak? Jak potoczy się spotkanie tej dwójki? Chwila czułości Van i Li i... Odkrycie dziewczyny małej tajemnicy chłopaka. Jak na to zareaguje? Czym okaże się ta tajemnica? Wszystko w następnym rozdziale. Pozdrawiam, Klaudia <33
 

14.07.2014

Czterdziesty czwarty rozdział

3-osobowa

No to teraz trochę się zadzieje. Miny chłopaków na reakcje dziewczyn? Bezcenny widok, musielibyście to zobaczyć. Dziewczyny zamknęły się w pokoju Vanessy czekając co zrobią chłopacy. A chłopcy? Stali wmurowani w przedpokoju.
- Co to teraz miało być? - zapytał Niall patrząc na resztę.
- Pewnie sa wściekłe, że nie napisaliśmy wcześniej, że będziemy później. - powiedział Louis.
- Na pewno. O matko, te babskie humorki. - westchnął Harry, a reszta się cicho zaśmiała. Ściągnęli kurtki i weszli do kuchni. Wtedy bardziej zrozumieli zdenerwowanie dziewczyn.
- Namęczyly się pewnie przy robieniu tego obiadu, a my zachowaliśmy się jak bezmyślni kretyni. - powiedział załamany Liam.
- To fakt. Widać, że się postarały. - dodał Louis.
- To co teraz? - zapytał Niall.
- Trzeba coś zrobić aby nam wybaczyły. - powiedział Harry.
W tym czasie dziewczyny siedziały w pokoju Vanessy i próbowały poprawić sobie jakoś humor.
- Nie nawidzę tego. Stęskniłyśmy się za nimi, przygotowałyśmy obiad, a oni nawet nie raczyli nas poinformować, że wrócą później bo coś im wypadło. - wylała swoje żale Alice.
- Dokładnie. Oni chyba najpierw coś robią, a później dopiero myślą. Ughh. - dodała Perrie. Siedziały i sluchały muzyki, którą włączyła Van na laptopie leżącym na jej biurku. Nagle usłyszały pukanie. Nic nie powiedziały. Postanowiły ich ignorować tak jak oni je nieodbierając telefonów. Chłopacy jednak nie chcieli dać za wygraną.
- Dziewczyny. Otwórzcie nam. - odezwał się Zayn.
- Idźcie stąd! Nie mamy ochoty z wami gadać. - odezwała się Perrie.
- Dlaczego? Dajcie nam wytłumaczyć. - dodał Liam.
- Nie ma co tłumaczyć. Zignorowaliście nas więc my nie mamy zamiaru dawać wam szansy teraz na tłumaczenia. - powiedziała Van i podgłosiła muzykę tak, że nie słyszały już głosów chłopaków i ich dobijania się do drzwi. Klucz był wsadzony od wewnątrz tak, że nawet zapasowym, który był na dole w schowku na klucze by ich nie otworzyli. Zrezygnowani zeszli na dół do salonu. Tak bardzo się stęsknili za dziewczynami, a teraz z powodu w sumie własnej głupoty mieli być przez nie ignorowani.
- Idziemy na zakupy? - zapytała Miley.
- Dobry pomysł. Nie mam ochoty tutaj siedzieć i co chwilę słyszeć błagania chłopaków. - odezwała się Eleanor. Chwyciły swoje torebki, wyszły z pokoju Van i zeszły na dół. Ubrały się i w tym momencie do przedpokoju wyszli chłopcy. Dziewczyny jednak to zignorowały, rzuciły krótkie 'wychodzimy' i wyszły. Wsiadły do samochodu Alice i pojechaly do najbliższej galerii. Przesiedziały w niej z dwie godziny i postanowiły wracać. Stwierdziły, że wrócą na chwilę jeszcze do domu chłopaków razem aby zobaczyć czy coś chłopcy jeszcze zrobią.


Vanessa


Weszłyśmy do środka i się rozebrałyśmy. Wyszli chłopcy i spojrzeli na nas.
- Potrzebujecie czegoś? - zapytałam chłodno.
- Tak, rozmowy z wami. - powiedział Liam patrząc mi w oczy. Odwróciłam wzrok. Nie chciałam po prostu się ugiąć, a wiem, że gdybym dalej patrzała w jego oczy to moje serce by zmiękło. Tak na mnie działa ten chłopak. Weszli do salonu, a my za nimi. Oni usiedli na jednej kanapie, a my na drugiej.
- Słuchamy. - odezwała się Perrie.
- Możecie przestać być takie obrażone? - zapytał Zayn.
- Słucham? Może zastanówcie się dlaczego jesteśmy, co? - podniosła głos Alice.
- Siedzimy tutaj w domu praktycznie od rana szczęśliwe, że was zobaczymy. Przygotowałyśmy obiad. El nawet zrobiła sobie wolne na uczelni żeby spędzić z wami dzisiejsze popołudnie razem, a wy? Nawet nie raczyliście wysłać głupiego sms-a. - powiedziała rozżalona Alice.
- Wysłaliśmy. - odezwał się Niall.
- Taa, po fakcie. Dziękuje za coś takiego. Nawet jak zapomnieliście napisać to ciężko odebrać telefon? - powiedziałam wściekła. - Musze dzwonic do Josh'a żeby się dowiedzieć, że musieliście iśc do wytwórni i to tylko podobno na chwile żeby coś podpisać, a potem mieliscie wracać do domu. A was nie ma półtorej godziny od momentu kiedy powinniście być. I co teraz, hmm? - zapytalam wściekła, ale dziwicie mi się? Chłopcy spojrzeli po sobie. Widziałam, że jest im przykro. Ale mogli pomyśleć. Ciężko było? Wystarczył sms-a o tej 16:00, że jednak muszą coś jeszcze załatwić i wrócą później, ale nie. Po co. Telefonów też nie muszą odbierać.
- Dziewczyny, my... przepraszamy was. Macie racje. Źle zrobiliśmy, ale to wszystko z pośpiechu. Simon jeszcze o czyms nam mówił, myśleliśmy, że będzie szybko, ale czas zleciał. Bez przerwy myśleliśmy o tym kiedy was zobaczymy i wyściskamy. - powiedział Lou.
- Nie dajcie nam się dalej męczyć z tej tęsknoty i pozwólcie się przytulić. - dodał Liam.
- Przepraszamy. - powiedziali równo robiąc oczka a'la kot ze Shreka. Spojrzałyśmy po sobie z dziewczynami i uśmiechnęłyśmy się do chłopaków. Wiedzieli już, że zgoda. Pierwszy był Louis. Przytuliłam mocno brata, a on mnie. Stęskniłam się za nim tak jak za resztą. No może za nim trochę bardziej, ale najbardziej za Li. Później podeszłam po kolei do Hazzy, Zayn'a i Niall'a. Na końcu był mój chłopak. Objęłam go za szyje, a on mnie w talii. Spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Stęskniłam się. - wyszeptałam ze łzami szczęścia w oczach.
- Ja bardziej, księżniczko. - powiedział i mnie pocałował. Odwzajemniłam to uśmiechając się podczas pocałunku. Po nim oparł swoje czoło o moje patrząc w oczy. - Kocham Cię. - powiedział.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam i się w niego wtuliłam. Staliśmy tak przez chwilę. Po całym przywitaniu Louis zauważył Miley.
- Miley? Jejku jak ty się zmieniłaś. - powiedział podchodząc do niej.
- Ty też. Mogę się śmiało pochwalić znajomym jakiego mam przystojnego kuzyna. - zaśmiała się.
- I sławnego. - dodał.
- Skromnego też. - dodałam stojąc obejmowana przez Li.
- To też. - uśmiechnął się do mnie. Przytulił Miley i odwrócił się do reszty chłopacków. - Chłopcy, to jest Miley. Moja kuzynka z L.A. Miley, to jest reszta One Direction: Liam, Niall, Zayn i Harry. - powiedział. Dziewczyna uścisnęła pozostałym chłopakom rękę na przywitanie. Potem usiedliśmy razem rozmawiając. Poinformowałam chłopców, że Miley będzie z nami mieszkała. Nie mieli nic przeciwko.
 
-------------------------------------------------------------------------------------
Co sądzicie o tym rozdziale? Za jakiekolwiek błędy przepraszam.
 
Jesteście wielcy i wierze, że mnie zawiedziecie dlatego trzymamy się reguły:
 
Czytasz = Komentuj
 
Ale podniesiemy trochę stawkę, że tak powiem. Wierze w was.
 
8 komentarzy = Nowy rozdział ;)
 
Czekam teraz na wasza aktywność.

Serdecznie zapraszam również do pozostawiania komentarzy w zakładce 'Kontakt' podając swoje twittery. Dzięki temu będę mogła was zaobserwować jeśli tego chcecie, a nawet informować was bezpośrednio o nowym poście czy też rozdziale na blogu. Po prostu w komentarzach piszcie swoje twittery lub piszcie do mnie na twitterze (jest on właśnie podany w zakładce kontakt) ;)

 
W następnym rozdziale: Rozmowa Vanessy z Miley o tajemniczym chłopaku. Kim on jest? Jak Miley go poznała? Spotkanie Miley i tajemniczego przystojniaka. Wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale ;) Pozdrawiam, Klaudia <33

ZASKOCZENIE !!!

                           Wow.... Jestem w szoku. Wystarczyło wprowadzić małą regułę i działacie. Zaskoczyliście mnie. Przed ostatni rozdział i spisaliście się by były 3 komentarze więc rozdział się pojawił. No i pod tym rozdziałem ostatnim 6 komentarzy.... Jednak potraficie ;) Jednak warto pisać opowiadanie i prowadzić tego bloga. Mam nadzieję, że dalej tak będzie. Dziękuje za komentarze. Reguła pod ostatnim jeśli będzie 5 komentarzy to nowy rozdział. Oczywiście dotrzymuje obietnicy. Rozdział pojawi się pod wieczór :) Jeszcze raz bardzo wam dziękuje i liczę, że będzie cały czas tak samo, a może i lepiej. Pozdrowienia i całusy, Klaudia <33
 
 

13.07.2014

Czterdziesty trzeci rozdział


Postanowiliśmy się od razu dowiedzieć. Poszliśmy do pokoju Max'a zastając go w nim. Chłopak podał całą kwotę. Obiecał, że już nie będzie taki wredny i przekaże każde pieniądze Agencji w Mediolanie, a resztę odda swojemu tacie. Wystarczy, że podpiszemy list potwierdzający zerwanie umowy i rezygnację. Przeczytałam wszystko i podpisałam. Louis od razu chciał zapłacić. Max podał numer jego konta. Później jednak stwierdził, że poda nam konta obu Agencji abyśmy mieli pewność wpłaty. Dostaliśmy go i poszliśmy do najbliższego banku w Mediolanie. Louis załatwił wszystko jak trzeba było i gotowe.
- No to siostra. Oficjalnie jesteś bezrobotna i bez ukończenia szkoły. - powiedział dogryzając mi.
- No dawaj, powiedz to już. - powiedziałam dochodząc do hotelu.
- Ale co? - zapytał.
- No już nie udawaj głupiego. Wiem, że chcesz to powiedzieć.
- Okay... A nie mówiłem? Trzeba było posłuchać starszego brata. Miałabyś przynajmniej napisaną maturę i mogłabyś starać się dostac na studia, a teraz co? Musisz zaliczyć ostatni rok liceum najpierw i napisać maturę. - powiedział kiedy jechaliśmy już windą do góry na nasze piętro. Niestety, ale musiałam przyznać mu rację. W końcu Agencja obiecała, że dopasuje mi w razie czego godziny pracy w stosunku do mojego planu zajęć w szkole, ale nie. Ja oczywiście byłam mądrzejsza, a teraz mam za swoje.
Minął miesiąc. Jestem oczywiście z powrotem w Londynie. Z Alice od razu po powrocie postanowiłyśmy zorganizować coś odnośnie szkoły i się udało. Będziemy chodziły do liceum dla dorosłych. Zajęcia mają się odbywać co drugi weekend w piątek, sobote i w niedziele do południa. Alice też stwierdziła, że jednak chce dokończyć chociażby liceum i mieć napisaną maturę. Dlatego też razem będziemy uczęszczały do liceum. Na studia nie musimy od razu iść chociaż planujemy, ale przynajmniej będziemy miały zakończone liceum i zdaną maturę. Pierwsze zajęcia mamy za sobą. 18 październik. Chłopcy do końca trasy mają jeszcze jakieś dwa tygodnie. Już się nie moge doczekać kiedy ich znowu zobaczę, z resztą pozostałe dziewczyny tak samo. W ogóle muszę wam się czymś pochwalić. Do naszego grona prawdopodobnie dołączy niedługo nowa dziewczyna. O co chodzi? Ostatnio jak rozmawiałam z Li przez telefon to mówił mi, że nasz wspaniały Loczek z kimś często rozmawia. Chłopcy mają podejrzenia, że Harry ma dziewczynę. Na razie nic nie jest potwierdzone, to tylko spekulacje. Do momentu kiedy Harry nie wypowie się na ten temat pozostaje nam czekać i jedynie snuć domysły. Dzięki dziewczynom w końcu uporałam sie ze śmiercią mamy. Było ciężko, ale chyba nie ma się czemu dziwić. Jednak dzięki moim wspanialym przyjaciółką jest o wiele lepiej. Wiem, że rodzice teraz są razem w niebie i obserwują mnie oraz Lou jak sobie radzimy. Nie raz zastanawiam sie co by było gdyby oni nie zginęli w tych wypadkach. Jak życie by się nasze potoczyło? Pewnie zupełnie inaczej, ale nie można gdybać bo to i tak nic nie da. Trzeba żyć dalej i korzystać z życia.
- Van!! - usłyszałam krzyk z dołu. Wyszłam ze swojego pokoju i zeszłam na dół gdzie na korytarzu przed drzwiami zobaczyłam Eleanor i...
- Miley!! - krzyknęłam i rzuciłam sie brunetce na szyję. Przytuliłyśmy się do siebie i tak trwałyśmy przez dłuższą chwilę. W końcu odsunęłyśmy się od siebie.
- Matko, Van. Jak się zmieniłaś. - powiedziała Miley.
- Ty tak samo. Ile to już lat? Ostatni raz widziałyśmy się jak byłam u was na wakacjach.
- Czyli jakieś 10 lub 11 lat temu. - powiedziała Miley.
- Szmat czasu. Może jednak najpierw się poznajcie. Eleanor, to jest Miley; moja i Lou kuzynka z Los Angeles. Miley, to jest Eleanor dziewczyna Louis'a. - przedstawiłam je sobie.
- Widziałam cię nieraz na zdjęciach z Lou. Od razu pomyślałam, że jesteś miłą osobą i chyba się nie pomyliłam. - uśmiechnęła się życzliwie Miley i przytuliła El, która odwzajemniła uścisk.
- Miło to słyszeć. Również wyglądasz na miłą dziewczynę. - powiedziała Calder, a moja kuzynka uśmiechnęła się na to. Zostawiła walizki, które miała ze sobą na korytarzu i przeszłyśmy do salonu siadając na kanapie lub jak w przypadku El w fotelu.
- To teraz mów. Co cię do nas sprowadza?
- Przyjechałam bo chce się zadomowić w Londynie aby od przyszłego roku móc zacząć studiować prawo. - zaczeła mówić. Na marginesie abyście wiedzieli Miley jest moją rówieśniczką. - Na razie chciałabym was poprosić o kilka dni noclegu dopóki czegoś nie znajdę na stałe i pracy. - powiedziała.
- Przestań. U nas jest tyle miejsca, że się pomieścimy. Nie musisz niczego szukać. Mamy jeszcze jeden wolny pokój także spokojnie.
- Nie, nie trzeba. Będę na pewno przeszkadzała.
- Wcale nie. Będzie mi i Van raźniej jak zamieszka tutaj jeszcze jedna dziewczyna. Bo uwierz, piątka chłopaków i my dwie to można zwariować. - odezwała się Eleanor.
- W takim razie bardzo dziękuje. Jesteście kochane. - powiedziała Miley i mnie przytuliła. Rozmawiałyśmy jeszcze jakiś czas kiedy usłyszałam, a raczej usłyszałyśmy krzyk Perrie.
- OBIAD!! - krzyknęła blondynka wchodząc do salonu z dwoma dużymi pudełkami pizzy, a za nią śmiejąca się Alice. Przywitałyśmy się z dziewczynami i wtedy przedstawiłam im moją kuzynkę. Przywitały się, poszłam do kuchni po talerze dla nas i sztucće, a potem wróciłam do pokoju siadając na swoim starym miejscu. Włączyłyśmy film i oglądałyśmy zajadając się niezdrowym jedzeniem. Po obejrzeniu jednego filmu Miley poczuła zmęczenie po podróży. Wcale jej się nie dziwiłam bo oprócz podróży, która wbrew pozorom jest troche męcząca to jeszcze zmiana czasu. Pomogła jej z walizkami i zaprowadziłam do jej pokoju. Napomknęłam ogólnikowo gdzie kto ma pokój aby mniej więcej się orientowała. Akurat jej pokój znajdował się obok Harry'ego, a na przeciwko Lou i El. No w końcu para mieszkała razem. Zostawiłam ją samą i wróciłam do dziewczyn.
Piątek czy kolejny weekend szkoły. Wstałam tak jak zawsze. Uszykowałam się i już o 7:30 wyszłam przed dom gdzie czekała na mnie Alice. Przywitałyśmy się i ruszyłyśmy do szkoły. Powiem wam, że zdążyłam się przyzwyczaić do takiego trybu i uważam go za całkiem wygodny. Przez to miałam coraz większe plany żeby iść na studia zaoczne, które również odbywają się co drugi weekend.
Oczywiście czas w szkole minął nieciekawie, ale szybko. Nie będę wam opisywała poszczególnych lekcji bo w sumie po co. Byście się tylko zanudzili. Przyszła niedziela podczas której lekcje miałyśmy tylko do godziny 12:00. Po zajęciach pojechałyśmy do galerii. Tam byłyśmy umówione z resztą na wspólny obiad w restauracji, a później jakieś małe zakupy. Zajęchałyśmy pod galerie i poszłyśmy w umówione miejsce. Tam spotkałyśmy już El, Miley i Perrie przy naszym ulubionym stoliku. Przywitałyśmy się z dziewczynami, zajęłyśmy wolne miejsca i wtedy zjawił się kelner. Złożyłyśmy zamówienie, od odszedł, a my zaczęłyśmy rozmawiać. Nagle zadzwonił telefon Miley. Przeprosiła nas i odeszła odbierając. Zauważyłam przez te zaledwie trzy dni, że ciągle z kimś sms-uje. Podejrzewam, że pewnie może to jakiś chłopak, ale nie chcę się na razie jej wypytywać. Na pewno niedługo sama powie. Po kilku minutach wróciła do stolika i wtedy otrzymałyśmy obiad. Jadłyśmy w ciszy. Od czasu do czasu mówiąc kilka słów. Potem wybrałyśmy się na zakupy. Nasze 'małe zakupy' wyglądały dość ciekawie. Wszystkie pięć wyszłyśmy obładowane torbami z galerii, ale wiecie. To wszystko będzie nam potrzebne. No cóż, taki mamy charakter - my dziewczyny. Wpakowałyśmy się do samochodu Alice i pojechałyśmy do nas. Postanowiłyśmy zrobić babski wieczór filmowy. Ja z Miley zajęłam się przygotowywaniem jakiś przekąsek, a pozostała trójka odstawiła w bezpieczne miejsce torby z ciuchami i wybrała kilka filmów. 10 minut później już siedziałyśmy wszystkie w salonie i oglądałyśmy filmy.
Minęły kolejne dni i co? Czas na powrót chłopaków. Wiedziałyśmy dokładnie kiedy i o której wrócą bo nas poinformowali dzień wcześniej. Jest poniedziałek więc w sumie mamy wolne. El specjalnie nie poszła na uczelnie, a Perrie akurat miała jeden dzień również wolny więc wszystkie jak nas było pięć czekałyśmy niecierpliwie już od rana na chłopaków. Mówili, że zjawią się o 16:00, ale my już wstałyśmy o 8:00 bo nie mogłyśmy spać. W międzyczasie postanowiłyśmy przygotować obiad. Szefem kuchni tym razem była Miley. Powiem wam, że dośc ciekawie to wymyśliła. Tak około 15:30 przeszłyśmy do salonu bo już wszystko było gotowe. Perrie włączyła telewizro i zaczęłyśmy oglądać film. Film się skończył po 17:00, a chłopaków nadal nie było. Postanowiłyśmy do nich zadzwonić. Jak na złość żaden z nich nie odebrał. Wkurzyłyśmy się. Mogli by chociaż napisać, że będą później albo odebrać jak dzwonimy, ale nie. Zero kontaktu z jakimkolwiek z nich. Perrie postanowiła zadzwonić do Simona. Ten też nie odebrał. Zadzwoniłam do Josh'a (perkusity chłopaków jakby ktoś nie wiedział). Jedyny normalny odebrał.
- Tak, słucham?
- Cześć Josh, z tej strony Van.
- O hej. Co słychać? Już wyściskałaś Liam'a i reszte? - zapytał radośnie.
- Taa, ciekawe jak. Nie ma ich jeszcze. Wróciliście już do Londynu? - zapytalam upewniając się.
- No, tak. Byliśmy krótko przed 16:00. Pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Chłopacy poszli do wytwórni tylko coś podpisać i mieli jechać prosto do domu. - powiedział. Słyszałam w jego głosie zdziwienie, że ich nie ma.
- Jeszcze nie dotarli. No nic, dziękuje. Do usłyszenia, papa.
- Na razie, pozdrów dziewczyny. Pa. - powiedział i się rozłączył. Przekazałam pozdrowienia dziewczynom od niego i powiedziałam co przekazał mi Josh. Byłyśmy wściekłe i to strasznie. Poszłyśmy do kuchni aby zjeśc bo już zrobiłyśmy się głodne i znowu przeszłyśmy do salonu. Nagle dostałam sms-a:
Kochanie, zaraz będziemy w domu. Przepraszamy, ale troche się zeszło jeszcze w wytwórni. Kocham Cię, Liam.
- Zgadujecie. - powiedziałam.
- Liam. - odezwała się Perrie.
- Tak. Do was też napisali? - spytałam. Pokiwały twierdząco głową oprócz Miley no bo ona ich jeszcze tak jakby nie znała.
- Nie wierze poprostu. Szybko sobie przypomnieli. Mogli już darować sobie tego sms-a. - powiedziałam wściekła.
- Czekajcie. Mam pomysł. - rzuciła Perrie i się do nas tajemniczo uśmiechnęła. Wyjaśniła nam plan małej zemsty. Kiedy usłyszałyśmy, że pod dom zajeżdża samochód zapewne z chłopakami ruszyłyśmy do wyjścia z salonu i wchodząc po schodach usłyszałyśmy jak wchodzą do środka.
- W kuchni macie obiad. Odgrzejcie sobie. - rzuciła jedynie Alice i poszłyśmy do mojego pokoju.

--------------------------------------------------------------------------------
Co sądzicie o rozdziale? Może być?

Jak zauważyliście o czym wspomniałam ostatnio pojawiła się nowa bohaterka. Jej postać możecie bardziej poznać klikając w zakładkę 'Bohaterowie'. Została ona zaktualizowana powiększając się o nową bohaterkę :) Zapraszam serdecznie.

Dziękuje za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Umowa to umowa więc po 3 komentarzach pokazał się nowy rozdział. Nadal trzymamy się ustalonej reguły, że gdy:

Czytasz = Komentuj

Dzisiaj powiększymy troszkę liczbę:

5 komentarzy = Nowy rozdział ;)

W następnym rozdziale: Krótka rozmowa chłopców na temat reakcji dziewczyn. Przywitanie się chłopaków z dziewczynami trochę się przeciągnie. Zobaczycie jak to się potoczy. Louis przywita się również z Miley i przedstawi ją chłopakom. Za wiele może nie będzie się działo, ale i tak zapraszam na kolejny rozdział.  Pozdrawiam, Klaudia :)